Internet re-connection. A short story with happy ending.
Czym jest dla nas internet? Śmiejemy się z naszych rodziców, że nie potrafią żyć bez telewizora, a nasi dziadkowie zalegali w fotelu w kapciach z nieodłączną gazetą. A my będziemy umieli żyć bez internetu? Czasmi mam wrażenie, że skoro itenret to takie wirtualne miejsce w którym jest wszystko, to gdyby go nagle zabrakło, to "to wszystko" przestało by istnieć... no w pewnym sensie przynajmniej.
Przez tydzień z hakiem udało nam się przeżyć bez internetu. Było nawet przyjemnie. Spokojne wieczory, wiecej gadania i zajmowania się sobą nawzajem. I nie mówie, ze z internetem siedzimy tylko wpatrzeni głupio w ekran laptopa. Nie, tylko ta świadomość, że w domu mieliśmy przez chwilę tylko siebie na wzajem, bez dodatkowego okna na świat, była jakaś nietypowa :)
Monter z kablówki przyszedł jakoś w czwartek 2 tygodnie temu. Śmieszy bardzo. Krótka bródka, kolczyk - bardzo alternatywny gość. Tak gdzieś przez pół godziny próbował zrozumieć system peszli wmurowanych w ścianę na klatce schodowej (ps. jaka jest liczba pojedyńcza od słowa peszli??? peszel, peszl?). Podczas sławetnego remontu bloku (podobno było to 5 lat temu) weseli robotnicy ucieli i zamórowali kable od internetu i tv kablowej, które wystają u nas w mieszkaniu. Teraz jest to nie przydatny kawałek druta. Gość z UPC w końcu się poddał twierdząc, że jedynym wyjściem jest poprowadzenie kabla po ścianie, na zewnątrz. To wykonania takiej operacji potrzeba jest zgoda administratora, który jak to usłyszał zaczął wygrażać UPC, mi i światu, że jakakolwiek próba ingerencji w integralność farby na klatce schodowej skończy się malowaniem całej klatki schodowej, a zapewne i jeszcze kilku sąsiednich klatek i bloków na mój koszt. (nota bene ten sam administrator jest osobiście odpowiedzialny za nadzorowanie remontu klatki schodowej, tego podczas którego, weseli budowlańcy poprzecinali kable od internetu i spieprzyli co się tylko dało jeśli chodzi o prowadzenie kabli w ścianie - stad pewnie jest to dla niego drażliwy temat :)
Na ratunek przyszedł jednak lokalny dostawca internetu. Dwóch całkiem sprytnych gości najpierw szło śladami swojego poprzednika z UPC, aż w końcu wynaleźli sposób na dostanie się kablami na.... poddasze, a z tamtad przewiercili się do pawlacza nad drzwiami. I tak oto mamy internet, dzięki mieszkaniu na ostatnim piętrze. Dzięki temu mamy też bezpośrednie połączenie z poddaszem. Co prawda szerokości kabla, ale zawsze to coś.